Historia Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu jest łatwa do przeoczenia, gdy przechodzi się obok jego odrestaurowanej fasady. Kto by pomyślał, że było to jedno z najnowocześniejszych kin lat 20. XX wieku, gdzie migotały pierwsze filmy dźwiękowe, a później – miejsce, gdzie muzyka, kino i architektura zbiegły się w tak udany sposób, że przetrwały i wojnę, i transformację miasta. W tym tekście przypomnimy, jak Capitol łączył seanse kinowe z występami na żywo, dlaczego powojenna historia rozpoczęła się od operetki i jakie kinowe obrazy są wciąż wyczuwalne na jego scenie wroclaw-trend.eu.
Przeszłość w obiektywie: Capitol jako kino w okresie międzywojennym
W 1929 roku przy ulicy Piłsudskiego we Wrocławiu (wówczas jeszcze w Breslau) otwarto budynek, który natychmiast przyciągnął uwagę mieszkańców. Został zaprojektowany przez Friedricha Lippa – niemieckiego architekta, znanego z upodobania do funkcjonalizmu i modernizmu. Nowe kino otrzymało nazwę Capitol i zachwycało zarówno wyglądem zewnętrznym, jak i wyposażeniem technologicznym. Pokazywano tu filmy i organizowano występy na żywo – muzycy, aktorzy, konferansjerzy tworzyli prawdziwe show variété. Taki format – mieszanka seansu kinowego i rewii estradowej – był popularny w międzywojennej Europie…
Fasady zdobiły szklane mozaiki i płynne linie, neonowy szyld migotał w wieczornym mieście – Capitol wyglądał jak prawdziwy „pałac kina”. W środku znajdowała się nowoczesna wentylacja, wygodne fotele, duży ekran i wysokiej jakości nagłośnienie. Seansom kinowym często towarzyszyła muzyka na żywo, a gdy pojawiły się pierwsze filmy udźwiękowione, sala ta stała się jedną z pierwszych w regionie, w której je wyświetlano.
W latach 30. XX wieku Capitol był miejscem wyznaczającym kulturalną modę. Odwiedzali go zamożni mieszkańcy, inteligencja, młodzież. Wyświetlano tu nie tylko filmy niemieckie – można było zobaczyć nowości z Ameryki, Francji, Włoch. Obok działał hotel, kawiarnia, sala koncertowa – cały kompleks był aktywnym ośrodkiem życia miejskiego.
Historia kina została jednak przerwana wraz z wybuchem drugiej wojny światowej. Bombardowania zniszczyły część budynku, a po wojnie jego przyszłość pozostawała pod znakiem zapytania. Ale to już początek innego, teatralnego rozdziału.
Pozostawić fasadę – zmienić istotę: przejście od kina do teatru
Po wojnie Wrocław stał w ruinach, a budynek Capitolu również ucierpiał. Jednak część konstrukcji przetrwała, zwłaszcza centralna sala i fragmenty fasady. To właśnie pozwoliło na nadanie mu nowego życia w latach powojennych. Początkowo chodziło nie tyle o wznowienie seansów kinowych, ile o potrzebę sceny do występów. W 1955 roku wystawiono tu operetkę „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa – tę datę uważa się za oficjalny początek teatru w tym miejscu.

Nazwa zmieniała się wielokrotnie: Operetka Wrocławska, Teatr Muzyczny – Operetka, a później – Teatr Muzyczny Capitol. Jednak istota pozostawała podobna: na scenie rozbrzmiewała muzyka, grali aktorzy, wystawiano dzieła o mocnym wizualnym aspekcie. Sala, która kiedyś służyła ekranowi, teraz gościła żywe widowisko. Scena zajęła tę samą część budynku, która kiedyś była strefą ekranu – i to jest być może jedna z najciekawszych metamorfoz tego adresu.
Rekonstrukcja z lat 2011–2013 stała się prawdziwym przełomem. Projekt był ambitny – zachować autentyczne elementy, jednocześnie tworząc infrastrukturę dla nowoczesnego teatru. Fasada została zachowana w maksymalnie historycznej formie. W środku zaś wszystko się zmieniło: nowa duża scena, sprzęt techniczny, garderoby, pracownie, przestronne foyer, a nawet studio nagrań. Koszt przebudowy sięgnął 145 milionów złotych, a znaczną część sfinansowała Unia Europejska.
Co ciekawe, po rekonstrukcji teatr zaczął być aktywnie pozycjonowany jako miejsce, gdzie tradycja spotyka się z nowymi formami. I choć seanse kinowe nie są tu już organizowane, duch kina – z jego kadrowaniem, montażem, światłem – pozostał w języku scenicznym teatru.
Kino na scenie: jak kinematografia przenika do teatru

Historia Capitolu nadała kinu nową formę. Już w tytułach niektórych spektakli wyczuwalne jest znajome echo ekranu. Najjaśniejszym przykładem jest musical Priscilla, Queen of the Desert. To sceniczna wersja kultowego australijskiego filmu z 1994 roku. Teatr przeniósł tę historię na scenę i stworzył z niej barwne, wizualnie nasycone show, gdzie efekty ekranowe stały się integralną częścią spektaklu.
W Capitolu coraz częściej sięga się po język kina: scenografia zbliża się do kinematograficznej kompozycji kadru, wykorzystywane są projekcje, wideo, bezpośrednie nagrania filmowe. W wielu spektaklach wideo jest integrowane z dekoracjami lub prezentowane jako osobny poziom na dużym ekranie nad sceną. Takie rozwiązania pozwalają aktorom wchodzić w interakcję z obrazem, niczym z żywymi bohaterami, a widzowie oglądają jednocześnie kino i przedstawienie.
Promocyjne wideo premier są również utrzymane w stylistyce filmowej: dynamiczny montaż, dramatyczna muzyka, kąty kamery – to wszystko tworzy efekt trailera, a nie zwykłej teatralnej zapowiedzi. W niektórych przypadkach Capitol nawet dokumentuje swoją historię za pomocą filmów. Na oficjalnej stronie teatru można zobaczyć wideo Historia budynku, opowiadające o ewolucji miejsca – od kina do teatru – właśnie w formacie krótkometrażowego filmu z archiwalnymi kadrami.
W ten sposób teatr oddaje hołd swoim korzeniom kinematograficznym. W rezultacie kino pomaga zmienić percepcję show.
Repertuar, który zmienia się w czasie (i pamięta o ekranie)

Capitol dziś to nie archiwum wspomnień, a żywy teatr repertuarowy, w którym stale pojawiają się nowe produkcje. Wystawia się tu musicale, spektakle dla dzieci, współczesne historie muzyczne. Jednak niektóre z nich nadal noszą na sobie kinematograficzne piętno – w formie, tematyce lub wizualnej prezentacji.
Niektóre inscenizacje odtwarzają artystyczne metody zaczerpnięte z kina: szybkie zmiany scen, „montażowe” przejścia, stylizację na film noir czy musicale z lat 70. XX wieku. W wybranych spektaklach wideo jest używane jako osobny bohater – na dużym ekranie pojawiają się cienie przeszłości, wzmacniany jest dramatyzm lub tworzony efekt retrospekcji.
Capitol pozostaje również otwarty na najmłodszą publiczność. W repertuarze znajdują się spektakle dla dzieci, gdzie część wizualna ma szczególną wagę. Barwne obrazy, animacja, projekcje – wszystko to jest aktywnie wykorzystywane, aby utrzymać uwagę widza, który wychował się na kreskówkach.

Popyt na format teatru z kinowym zacięciem jest wyraźnie odczuwalny. We Wrocławiu, podobnie jak w wielu innych miastach, publiczność przyzwyczaiła się już do mieszanych form. To i teatr, i show, i kino – wszystko w jednym. I choć Capitol nie przekształca się w multipleks, to doskonale rozumie, że współczesny widz myśli obrazami z ekranu. I umiejętnie z tym pracuje.
Capitol dziś: synergia teatru, ekranu i nowych technologii
Po rekonstrukcji teatr zyskał możliwości techniczne, o których na początku XX wieku można było tylko pomarzyć. Duża scena jest wyposażona w nowoczesne systemy oświetleniowe, wielopoziomowe konstrukcje, zautomatyzowane mechanizmy zmiany dekoracji. To stwarza warunki do produkcji, w których elementy kinematograficzne nie wyglądają jak wstawka, lecz organicznie integrują się z akcją.
Na osobną uwagę zasługuje kameralna scena teatru – tak zwana Scena Ciśnień. To wspaniała przestrzeń do eksperymentów: mniejsza liczba miejsc, bliższy kontakt z widzem, swoboda form. Właśnie tutaj najczęściej odbywają się spektakle z instalacjami wideo, rozwiązaniami multimedialnymi, niestandardową interakcją z ekranem. Scena ta stała się platformą, gdzie teatr i kino spotykają się poprzez projekcje, interaktywne dekoracje, dokumentalne wtrącenia.

Capitol współpracuje również z wideoartystami, zaprasza reżyserów, którzy pracują na styku teatru i kina. W teatrze można zobaczyć i aktorów, i operatorów, i projektantów wideo, i montażystów.
Tak teatr, który zaczynał jako sala kinowa, odzyskuje swój ekran w nowej jakości. Cel – bardziej wyraziste opowiadanie współczesnych historii. I wychodzi to profesjonalnie, co przypomina Teatr Komedia we Wrocławiu, który równie umiejętnie wywołuje uśmiech i dobry nastrój.





